Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maćkowa Ruda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maćkowa Ruda. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 grudnia 2012

Ile znaczeń ma?

Kapliczki na skrzyżowaniach, na rozstajach dróg, na obrzeżach wiosek, lasów, na cmentarzach, przy siedliskach, na drzewach, krzyżach, ileż mają form! A ile znaczeń?


Wiara wtopiona w wiejski, suwalski pejzaż od dziada pradziada,


wskaźnik wyboru dróg,


zatrzymane bezpieczeństwo i dobro, 


podziękowania, prośby, oddanie...,

inspiracje...,



twórczość...,  nasza...,  suwalska.

P.S. Kapliczki z suwalskich krajobrazów: 1. z Nowej Wsi, 2. z obrzeży Puszczy Augustowskiej, 3. z Przytuliska w Węgielni, 4. z Maćkowej Rudy, 5. z pracowni Jana Zaborowskiego, 6. ze straganu w Studzienicznej.

niedziela, 29 stycznia 2012

Jak odkryć Sejneńszczyznę?

Zauroczona ziemią sejneńską jestem - również.
Spacery liczne na nartach biegowych odbyłam.
Okolice Maćkowej Rudy, Budy Ruskiej polecam.
Ale za latem trochę tęsknię...
Niemniej, niezależnie od pogody i pory roku 
w okolice Sejn zapraszam - serdecznie.

a zatem...
ukrytych jezior wśród moren poszukaj
w błękitnej toni sieję po znaku rozpoznaj
wiekowych sosen zapach żywiczny poczuj
pod strzelistymi świerkami odpocznij
w ciszę puszczańską się wsłuchaj
łowy bezkrwawe o świcie zaplanuj
w czarną toń Hańczy się zanurz
bogactwa smaków skosztuj
odmienność kultur spotkaj
jaćwieskiego ducha odkryj
Krasnogrudy krainę odczaruj
odludnych okolic nie unikaj
a ludzi wielu chciej poznać

środa, 12 października 2011

Jak podzielić się bogactwem?

Gdyby udać się razem z kluczem żurawi nad Suwalszczyznę, to zapewne klangor echem odbijałby się nad ziemią suwalską pieśnią zieloną, nad augustowską błekitną, a nad sejneńską....? Właśnie jaką?
Chyba byłaby to pieśń magiczna. Wielogłos pogranicza, dźwięki: klezmerskie, jazzowe, dęte, folkowe - harmonia czy tygiel! Z prowincjonalności wyłania się to, czym ten skrawek jest. 
Im częściej tu jestem, tym bardziej ukazuje mi się charakterna mozaika Sejneńszczyzny. Ta część naszego  kraju zazwyczaj wydawać się może ziemią senną bądź zapomnianą, ale to nic bardziej mylnego. Pozory.
Wystarczy tutaj zajrzeć na dłużej, bez pośpiechu w drodze na Litwę.
W senności pól dojrzysz łagodne pochyłości, które od razu wyciszą twe wnętrze, pozwolą na odkrywanie egzotyki  tej ziemi oraz poznanie zapalczywości ludzi tu mieszkających.

Jak podzielić się bogactwem Sejneńszczyzny? Wierzę, że dzieląc się wrażeniami, pomnożę to bogactwo...

Maćkowa Ruda - tu dwa ważne trakty są: lądowy i wodny, tak naprawdę latem nie wiadomo, który ważniejszy.  "Czarna Hańcza cię omota...", meandry swobodnie przemykają po polach i łąkach wsi, płyną kajakami wodniacy, jakby karawana za karawaną, a na kładkach ogłoszenia miejscowych, reklamy ręcznie pisane: drożdżówki, szarlotka, placki... Pole biwakowe "Jagodzianka" ze smakołykami czeka: bułeczki, pierogi, kanapki ze smalcem i małosolnym, podane z uśmiechem... Do takich miejsc zawsze tęskno, bo w ludziach największe bogactwo.

Krasnopol - zaintrygowała mnie figura św. Agaty stojąca nieopodal kościoła, patronka ognia, strzegąca przed pożarami, wykonał ją miejscowy rzeźbiarz, skromnie mówi o sobie: Robię takie proste rzeczy. Proste, nie znaczy brzydkie - odpowiedziałam Panu Walukiewiczowi. Tu, na rynku dopytywałam o Górę Różańcową, szlak znaczony glinianymi kapliczkami rozpoczyna się w centrum osady, prowadzi w okolice lasu i ukrytych jezior, miejsce sentymentalne... Szukałam i znalazłam. Warto było!

Giby -  puszczańska stara miejscowość z osocznikami związana, dziś warto by tu barci poszukać i miodu posmakować. Ale ta mała miejscowość, bogate dzieje i mało słodkie skrywa Niewielki, drewniany kościół cicho prosi o swoją historię, dawna molenna przypomnieć chce mieszkających na tej ziemi do czasów II wojny - starowierów. Wzgórze obłożone głazami woła o pomoc w rozwikłaniu innych, powojennych losów ludzi, których pochowała ziemia - czy sejneńska? Nie wiadomo do dziś. Kto je odkryje?

Zelwa -  to miejsce zawsze będę kojarzyła z charyzmą właściciela skansenu "Dawna wieś", z balladą o dzbanie zielonym, którą tam usłyszałam, z bagnami, które przemierzyłam, aby znaleźć buty Tolka Banana, z Marychą, którą wpław brodząc w mule przebrnęłam. Tam, powiedziałam: Tu mogę zostać... Nie zostałam, ale wrócę...

Berżniki - miasto królowej Bony, ta, to wiedziała co robi! Zarządziła puszczańskimi obszarami, wyznaczyła granice i strażników, ogarnęła dobra płynące z lasu, dając nam wzorce, że w kobietach siła!
Cmentarz w Berżnikach jest wskaźnikiem wielu wydarzeń, pełna obaw jestem zawsze, kiedy muszę mówić o niesnaskach między narodami, ale wiem, że nic nie muszę - to temat pozostawiam.


                                     Cmentarz w Berżnikach

Puńsk - to zakątek brzmiący folklorem i etnografią, dawno temu to właśnie w muzeum Pana Vainy zaskoczyło mnie pozwolenie dotykania rekwizytów, to zapewne był jeden z pierwszych kamyków, który wpadł do mego ogródka. Lubię w Puńsku być 15. sierpnia i chociaż nie wtapiam się do końca w litewski klimat, to otarcie się o święto chleba, miodu i mleka przywraca mi wiarę w prostotę i prawdziwość ludzi, ogólnie hasło ujmując. Skansen nieopodal osady to malutka namiastka tego, co można obejrzeć w Rumszyszkach koło Kowna, ale inicjatywa słuszna. Uwielbiam litewskie placki ziemniaczane z nadzieniem mięsnym, w zajeździe koło skansenowej zagrody noszą nazwę "placki teściowej", dlaczego? Zapytaj, ja nie znam odpowiedzi.


                                      Skansen w Puńsku  

Oszkinie - "nawiedzony" w pozytywnym znaczeniu tego słowa Pan Piotr dokonuje rzeczy właściwie niemożliwych, osadę prusko - jaćwieską wznosi z drewna i kamienia, nie szczędzi własnego zapału, z dawnymi rytuałami można tu poobcować  a i z charyzmą właściciela warto pobyć. Pod wrażeniem wielkim pozostaję...

Krasnogruda - klimat poezji i literatury wznosi się nad alejami dworskimi, akcent czerwonego ganku do dworu zaprasza, by minimalizmem wystroju słowom ważność pozostawić, miejsce czarem twórczym ogarnięte, a i trafić do Centrum Dialogu wymaga nie lada kreatywnych zachowań. Radzę kierować się przez Żegary, bo inne drogi niekonicznie do Krasnogrudy prowadzą.

                                           Przydrożna kapliczka

Sejny - spojrzenie łagodne Madonny Sejneńskiej zawsze mni koi, wyniosłość  pomnika Wolności trochę zastanawia, orzeł za synagogą przypomina o ważnym powstaniu! Podziwiam peowiaków i o światełku na ich mogile 1. listopada nie zapominam. Na pozór wydaje się, że Sejny to dwie skrzyżowane ulice, ale ...
Właśnie to miasto zasługuje na - ale...

P.S. Kończę tę pochwalną pieśń, bo już zapewne ostatni klucz żurawi słyszę,
a Tadeuszowi Kolter za kopalnię zdjęć ogromnie dziękuję.  

sobota, 8 stycznia 2011

Jak byłam na manowcach?

6 stycznia, świąteczny dzień, dzień ze śniegiem i słońcem, lekkim mrozem i przyjemnym wiatrem. Marzenie! Zima mogłaby być właśnie tylko taka. 
Wybieramy się na manowce! Takie hasło dotarło z Maćkowej Rudy! Manowce to ulubione słowo Trampajki. A zatem... Narty, kijki, czapka, szalik... w drogę!
Powitanie krótkie, szkoda dnia! Ruszamy! Na drugą stronę rzeki. Zostawiamy Budę Ruską, bo to już rewiry prezydenckie (żartuję!). Poświątecznie warto wziąć azymut na Mikołajewo. Nazwa wsi cudna. Tu może zamieszka w przyszłości nasz Suwalski Święty Mikołaj? Można by poszukać Mu odpowiedniego miejsca. Pokonujemy wąską kładkę, która łączy dwie nadhańczańskie wsie. Narty przenosimy, bo wąsko i niebezpiecznie, a kąpiel raczej nie wskazana. Po saunie to i owszem, ale dziś tematem są przecież manowce. A czas i teren odpowiedni, bo wokół wszystko jest przysypane grubą warstwą miękkiego śniegu, nie ma wytyczonych dróg. My znaczymy szlak, po bezdrożach i wertepach, po zamarzniętych mokradłach i łąkach, po stokach i polach. Słońce roziskrza śnieżynki. Szron srebrzy się na gałęziach. Mróz zarumienia policzki.



Plącze mi się w myślach opowieść o Trzech Królach, wracają ciągle słowa  "wędrowali, wędrowali poprzez ziemi szmat". Szli do światła gwiazdy. To i czasy odległe i strefa inna. Kim byli wędrowcy ze wschodu? Astrologami, magami, kapłanami czy królami? Przez minione wieki czas zatarł różnice.  Ważne jest to, że byli Mędrcami, bo nie widzieli, a uwierzyli, w darze nieśli to, co mieli. Pokłoniwszy się Małemu dalej wędrowali, wracali inną drogą, być może po manowcach. Magowie potrafili przemierzyć ziemi szmat z pominięciem przeszkód wszekich, zła i herodowej zazdrości. Umieli rozpoznać dobre gwiazdy, nie tylko betlejemską, a zatem byli roztropnymi astrologami z Babilonu.
Sądzę, że każdy ma swoją drogę do przebycia i swoje gwiazdy do wypatrzenia. Chociaż czasem nie łatwo jest je dojrzeć, szczególnie wtedy, kiedy jesteśmy na zakręcie.

A my człapiąc "gęsiego", zapadając się w białym puchu wchodzimy do Puszczy Augustowskiej. Magia? Czary? Czy może królestwo Świętego Mikołaja? Ośnieżone konary świerków połączyły się tworząc tajemnicze tunele, przysypane leszczyny powyginały się w łuki tryumfalne, sosny stoją bezsilne dźwigając na igłach białe poduchy.
Ponoć każdy z nas ma niewidzialną, czrodziejską różdżkę, tylko nie każdy umie się nią posługiwać. Widząc tyle zimowego piękna, śmiem twierdzić, że teraz różdżka zadziałała. Tylko czyja? Pewnie Trampajki, bo to jej manowce.


P.S.
Manowce to teren bez wyznaczonej drogi, trudny do przebycia, to bezdroża i wertepy.

czwartek, 9 grudnia 2010

A gdzie pachnie drożdżówką?

Maćkowa Ruda - Wikipedia podaje, że nazwa dotyczy dwu miejscowości w Polsce.
O Boże - pomyslałam - to gdzie jest ta druga? I zaczęłam z zapartym tchem dociekać - Gdzie jest nasza konkurentka? To, że nazwy miejscowości powtarzają się, to wiem, ale żeby Maćkowa Ruda? Po szybkiej analizie okazało się, że jedna wieś leży w gminie Giby, a druga - w gminie Krasnopol! Obie w powiecie senejneńskim. Odetchnęłam! To tylko cień ostatniej reformy administracyjnej. Całe szczeście! Maćkowa Ruda zatem jest niepowtarzalna, może być tylko siostrą Gawrych Rudy. Jedna rudnia była Maćka, a druga Gawrycha. Dawne to czasy z wydobyciem rudy darniowej związane. A nazwy piękne pozostaly. I nie tylko.

Dziś Maćkowa Ruda kojarzy się niektórym Polakom z głosowaniem pana prezydenta wraz z małżonką (i ochroną), bo leży w sąsiedztwie Budy Ruskiej, innym ze spływami kajakowymi, noclegami, albo agroturystyką. 
Mam więcej skojarzeń, bo i doznań było wiele. Posłuchaj.
Tu, w zakolu Czarnej Hańczy, po raz pierwszy wzięłam do ręki wiosła i niezdarnie wsiadłam do kajaka. Po odrobieniu pierwszej lekcji u Trampajki, ruszyłam szlakiem znanym mi dotąd tylko z mapy. Odpłynęłam, nie wiedząc jeszcze wtedy, że znajomość z Trampajką zamieni się w przyjaźń. Rzeka przyjęła mnie równie przyjaźnie, pozwoliła odkrywać uroki przyrody i mijanych osad, z innej, wodnej perespektywy. Rozmiłowała w kajakarstwie. Na jednej z kładek poznałam Czesię, która ugościła nas drożdżówkami. Pychota! Niebo! Raj! Nadzienie jabłkowe, serowe, jagodowe. Ciepłe i pachnące. Pozostał smak, pozostala też znajomość, równie ciepła jak czesine drożdżówki.
Tu podziwiałam kamienne rzeźby na dworskim podwórzu profesora Andrzeja Strumiłło, w tle było słychać wielogłosowy śpiew zespołu Pogranicze. Dawne suwalskie pieśni towarzyszyły spacerowi po tajemniczym ogrodzie. Czułam się, jak Alicja w krainie czarów. Innym razem w przydworskiej werandzie słuchałam opowieści profesora o jego dalekich podróżach, przekładając kartki wielu albumów, patrzyłam na obrazy światłem malowane. Po kilku latach, na ten sam dziedziniec, późnym wieczorem weszłam rozświetloną aleją, aby oddać się całkowicie muzyce barokowej i poezji czytanej przez Andrzeja Strumiłło. W gigantycznym kominku strzelały palące się polana, a iskry dodawały niepowtarzalnej mocy.
Tu, w czasie pewnej Wielkanocy, spotkałam Teatr Wiejski Węgajty, po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć grupę wędrowną, przemierzajacą Suwalszczyznę z Allelują na ustach. Towarzyszyła jej żwawa muzyka ludowa, zawołania gwarowe, dawne oracje wielkanocne, oznajmiające czas Zmartwychwstania, czas Wielkiej Nocy! Potem kapela grała oberki i polki, w rytm których wszyscy ruszyli w tany. Zapewne pan Jan Bacewicz skwitowałby to jednym zdaniem, no może dwoma - Aze chiba joni zmanione! Muzykantow siła nieostałosie, a onegdaj to kazden na papuciowkie chodziuł.
Tu ciagle wracam, bo każda pora roku pokazuje Maćkową Rudę w odmiennej scenografii, ale zawsze w wielu domach klimat dobra pozostaje bez zmian. Latem w chłodnej Czarnej Hańczy kąpiel przynosi ukojenie, a drożdżówki dopełniają wakacyjny błogostan. Jesienią po spłowiałych polach ruszamy z Trampajką przed siebie, czasem zatrzymuje nas jezioro Gremzdy, czasem bezkres Mikołajewa. Później, wieczornym pogaduchom towarzyszy pachnąca drożdżówka. Zimą, na nartach ruszamy do zagajników blisko Budy Ruskiej, aby pod osłoną lasu poczłapać na biegówkach, a i tematy obgadać przeróżne. Po takich wyprawach zawsze Czesia czeka na nas ze swoimi niepowtarzalnymi bułeczkami. Wiosną, w hańczańskim zakolu siadamy na kładce, wystawiając twarze do słońca, planujemy wakacyjne wyprawy ciesząc się, że lato tak blisko.
I wcale nie dziwi mnie widok znajomej osoby, zmierzającej nad brzeg rzeki. To Czesia niesie drożdżówki.
Bo być w Maćkowej Rudzie i nie jeść bułek, to tak jak być w Rzymie i...


 
Free Flash TemplatesRiad In FezFree joomla templatesAgence Web MarocMusic Videos OnlineFree Website templateswww.seodesign.usFree Wordpress Themeswww.freethemes4all.comFree Blog TemplatesLast NewsFree CMS TemplatesFree CSS TemplatesSoccer Videos OnlineFree Wordpress ThemesFree CSS Templates Dreamweaver